Strona Główna Aktualności Diamenty z supermarketu?

Diamenty z supermarketu?

1267

Czy diamenty naturalne zostaną wyparte przez sztuczne kamienie, łatwe do nabycia w każdym supermarkecie? My twierdzimy, że nic nie jest w stanie zastąpić piękna naturalnego diamentu, który jest przecież „najlepszym przyjacielem kobiety” – jak kiedyś śpiewała Marilyn Monroe.

Koncern De Beers, który  kontroluje  rynek diamentów, zarabiał krocie (w ubiegłym roku sprzedał diamenty warte 6 mld USD). Zarabiał, ponieważ to już jest przeszłość – wszystko za sprawą dwóch amerykańskich firm: Apollo Diamond z Massachusetts i Gemesis z Florydy, które zdołały wyprodukować  diamenty identyczne z naturalnymi.
Naturalny dwukaratowy diament kosztuje  z reguły około 20 tys. USD.
Identyczny, tyle że wyprodukowany w naszym laboratorium, można kupić za 3,5-4 tys. USD – mówi Carter Clarke, który jest założycielem firmy Gemesis.
To prawdziwa rewolucja, podobna do tej, która nastąpiła na początku XX wieku na rynku pereł, kiedy w 1906 r. japoński farmer Kokichi Mikimoto wpadł na pomysł hodowli małży w taki sposób, by tworzyły one perły niczym nie różniące się od naturalnych. Spowodowało to spadek ceny pereł aż o 80 proc. Na razie nowe, tanie diamenty można kupić tylko w specjalnych sklepach oraz oczywiście w Internecie. Jednak już wkrótce będą dostępne na całym świecie, oczywiście także w Polsce.
Wszystkiemu „winien” przypadek
Ponad sto lat temu pewien Brytyjczyk, Cecil Rhodes, założył koncern De Beers, który zmonopolizował rynek diamentów, po czym zaczął dyktować ceny na rynku. O końcu jego monopolu zdecydował  „man made diamond” (diament zrobiony przez człowieka). W tej historii nie byłoby nic nadzwyczajnego (od ponad 50 lat rocznie produkuje się aż 80 ton niskiej jakości syntetycznych diamentów), gdyby nie to, że kamieni otrzymanych przez Gemesis i Apollo Diamond nie można odróżnić od naturalnych.
Tak więc, zupełnie przypadkiem, matka natura straciła patent na wyrób diamentów. Carter Clarke w 1997 r. wybrał się w podróż służbową do Rosji. Tam naukowcy pokazali mu urządzenie, które zostało wynalezione w ramach sowieckiego programu kosmicznego. Służyło ono do wytwarzania syntetycznych diamentów (lepszej jakości niż dotychczas produkowano, ale różniących się od naturalnych). Clarke kupił maszynę za 58 tys. USD , po czym udało mu się udoskonalić rosyjski patent. Ulepszył wynalazek do tego stopnia, że w ciągu kilku dni odtwarza on proces zachodzący przez miliony lat pod ziemią. Do komory ciśnieniowej wprowadza się grafit, podnosi ciśnienie do 58 tys. atmosfer i podgrzewa do 1300 stopni Celsjusza. Gemesis produkuje żółte diamenty o wadze do trzech karatów.

Robert Linares, właściciel firmy Apollo Diamond z Bostonu, także przypadkiem odkrył metodę produkcji niemal idealnych diamentów. Chciał oczyścić niskiej jakości sztuczny diament i do maszyny dolał trochę kwasu. Otrzymał idealny ćwierćkaratowy kamień z czystego węgla. Dziś technologia Apollo Diamond jest porównywana do technologii wytwarzania monokryształów używanych przy produkcji mikroprocesorów. Diamenty mają mniej defektów niż naturalne.

Czysty zysk
Produkcja diamentów to nie żarty. Sytuacja jest śmiertelnie poważna, dosłownie.
-Jeżeli nadal będziesz produkował diamenty, możesz zarobić kulkę – powiedział Linaresowi tajemniczy mężczyzna podczas konferencji dotyczącej rynku diamentów w czeskiej Pradze.
Faktem jest, że niektórzy konkurenci zaczynają być nerwowi, żeby nie powiedzieć, że kompletnie puszczają im nerwy. De Beers nie zamierza jednak zbyt łatwo się poddawać. Firma rozpoczęła już lobbing w Federalnej Komisji Handlu, by nałożyła ona na Gemesis i Apollo Diamond obowiązek oznaczania produkowania przez nich syntetycznych diamentów. Wróciła też do hasła reklamowego z ubiegłego wieku: "Diamenty są wieczne".
– Jeżeli mężczyzna naprawdę kocha kobietę, podaruje jej prawdziwy diament. Nie może być symbolem wiecznej miłości coś, co zostało stworzone w ubiegłym tygodniu – mówi Jef Van Royen, przewodniczący Najwyższej Komisji ds. Diamentów z Antwerpii, stolicy światowego handlu kamieniami szlachetnymi.
Carter Clarke kwituje to uśmiechem i pyta: – Jeżeli mężczyźni za tę samą cenę będą mogli kupić pierścionki z dwa albo trzy razy większymi diamentami, to co wybiorą?
Bo „skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać”? – pod tym słynnym hasłem ruszyła kampania reklamowa producentów sztucznych diamentów.
My pytamy tylko: jaki jest sens kupować sztuczne diamenty? Nie dość, że zawsze będziemy mieć świadomość, że to nie to samo, to jeszcze nie są one tak naprawdę żadną inwestycją.
Zapraszamy więc do Galerii Biżubizarre, w której w rozsądnych cenach można nabyć przepiękną biżuterię wysadzaną oryginalnymi diamentami.
KS
Źródło: wprost24.pl
Fot. biznes.interia.pl 

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz